Tak mi się skojarzyło.
Dawno, dawno temu kiedy byłam tylko młodą mamą a nie mamą małego dziecka w średnim wieku i matką dorosłych i dorastających dzieci:), brakowało mi snu. Niestety nie należę do tych szczęśliwców, którym wystarcza 3-4 godziny snu i są gotowi do dalszych działań. Ja lubię spać, zwłaszcza cenię spanie wieczorne. Niestety jak to w życiu bywa nie zawsze mogę pospać przyzwoicie. Na studiach to nocne zakuwanie a potem szereg małych, kochanych przeszkadzaczy:).
Istnieje teoria, że zaburzenia snu prowadzą do zaburzeń metabolizmu i nadwagi. Jestem za, to stąd te dodatkowe kilogramy po kieszeniach mojego kostiumu:))))
Jak to z maluchami bywa zaczął się w moim życiu okres braku snu. Moje dzieci nie były jakoś strasznie marudne czy uciążliwe ale jednak nocne karmienia czy wstawanie do przewinięcia, kiedy już nie dało się nie zauważyć potrzeby są wyczerpujące. Około pół roku nasze maluchy zazwyczaj przesypiają całą noc i mogę uważać się za szczęściarę.
Pamiętam jak Marta pierwszy raz spała od 9 wieczorem do 6 rano. Obudziłam się w nocy przestraszona i zalana mlekiem z mej piersi. Poszłam sprawdzić czy oddycha i zamiast wykorzystać tę cudowną okoliczność czuwałam. Potem powtarzałam to właściwie przy każdym kolejnym maluchu, który postanawiał zrobić dłuższą przerwę nocną. Oprócz Piotrusia, który chyba przeczuwał, że zajmuje miejsce beniaminka i spać nie zamierzał. Do tej pory budzi się w nocy.
Kolejne dzieci zaczynały przesypiać całą noc, natomiast w sypialni pojawiali się starsi. A to brzuszek boli, a to smutno, albo straszny sen. Ukochany twardo odprowadzał delikwentów do łóżka. Łóżko jest nasze. Mnie by się nie chciało... Dzieci nauczyły się spania we własnych łóżeczkach i przyszłość jawiła się w jasnych barwach.
Nie chcę nikogo załamywać, ale lepiej nie jest.
Wraz ze Ślubnym doszliśmy do wprawy w wieczornym kładzeniu dzieci spać, zresztą raczej są śpiochami. Maluchy do spania, średniaki do czytania w łóżku i już, już witamy się z gąską czyli pojawia się wizja wspólnego WOLNEGO wieczoru. I ten wieczór trwa do momentu aż nie wrócą starsi.
Zaczynają się nocne rozmowy Polaków. Jeszcze najchętniej indywidualne. Ostatnio jest ich dużo (może dlatego, ze wzrasta ilość starszaków). Dodajmy do tego jakąś fizykę do wytłumaczenia, coś do przyszycia albo przyjaciółkę, która obraziła się NA ZAWSZE. Może być jeszcze angielski, polski, matematyka lub dodatkowe zadanie z biologii. Może być gazetka lub referat albo po prostu wiersz,który się napisał w ciągu dnia. Skutkiem tego może nie wstajemy jak kiedyś co godzinę lub dwie, ale nadal śpimy 4-5 godzin. Polecam!
Dodatkowo jestem zdenerwowana i podekscytowana z powodu wykładu. To już za tydzień. Zdenerwowana, bo co ja im powiem. No i:
-Nie mam się w co ubrać!
Podekscytowana bo to dwudniowy wyjazd tylko z mężem ! Dawno na takim nie byliśmy:). Odwiedzimy też Elbanowskich i to dopiero będą nocne Polaków rozmowy:))))
Wymyśliłam już temat:
CZY DZIECI MUSZĄ BYĆ GRZECZNE CZYLI CO CHCEMY OSIĄGNĄĆ W WYCHOWANIU?
Teraz jeszcze muszę wymyślić zawartość;-))))))
O ja!
Piotruś dziś na spacerze:
-Lolot!- co jak wiadomo oznacza samolot. Zdolne dziecko.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewyspanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewyspanie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 marca 2015
czwartek, 12 marca 2015
Na terytorium wroga:)
Dzisiejszy poranek spędziliśmy z Ukochanym na spotkaniu w szkole naszych młodszych dzieci. Na spotkaniu z tutorem. To osoba, która wspomaga wychowawczo nauczycieli, indywidualnie spotyka się z rodzicami i wspólnie omawiamy na co zwrócić uwagę. Po takim spotkaniu zazwyczaj mam o czym myśleć.
Trzy lata temu, kiedy zaczynaliśmy przygodę z tą szkołą byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Ja matka (wtedy) 9 dzieci mam już doświadczenie a nawet pokorę(!) w wychowywaniu dzieci. Niczym mnie już nie zaskoczą. No i bardzo się zdziwiłam. Jedną z pierwszych rzeczy jaką usłyszałam w związku z Józiem to jego nieumiejętność dzielenia się z innymi. Ósme dziecko. I nie umie się dzielić?
Prawda i tylko prawda. Jako ulubieniec starszych braci i ogólnie malutki dostawał od wszystkich co tylko chciał. Sam nie musiał niczego nikomu oddawać. I tak przemykał, ani ja, ani Tatuś niczego nie zauważyliśmy.
Czekała nas praca do wykonania. Nie do końca się to podobało Józiowi, ale daliśmy radę.. Od tego momentu uważnie słucham sugestii i wskazówek tutora. Bo może coś przegapiamy, na coś mamy zwrócić uwagę. Po takich spotkaniach mam o czym myśleć.
Zaabsorbowana sprawami wychowawczymi nieopatrznie wkroczyłam na terytorium wroga czyli na piętro dzieci:). Od razu zostałam zaatakowana stertą książek w łóżkach (ciekawe jak oni sypiają), papierkami po wycinankach, włóczkami, styropianem i milionem kubków z fusami herbacianymi. Co prawda nie dałam się wciągnąć w zasadzkę i nie nabrałam się na uchylone drzwi od szafy dużych panienek. Udałam, że nic nie widzę i przemknęłam dalej. Wytoczę to działo, kiedy tylko moje damy powrócą. Narzędzi i śrubek w ogóle nie widziałam, przeczuwałam tylko, że są gotowe do ataku. Szybkim manewrem odcinającym (zamknięcie drzwi od pokoju Jasia) umożliwiłam sobie odwrót. Inaczej nie mogłabym zająć stanowiska w kuchni:) Obawiam się jednak, że nadchodzi moment w którym będę musiała się zmierzyć z ciasnymi, dziurawymi, zbyt ciepłymi ubraniami. Nadchodzi czas segregowania zabawek i częstych odwiedzin strychu. Nie chce mi się o tym myśleć. To straszna praca.
Co do wrogów we własnym domu. Dziś się dowiedziałam, że pod bokiem mamy słodkiego szpiega. Asia wszystko opowiada w przedszkolu:))). Trzeba uważać. Wczoraj podobno opowiadała paniom:
-Mama jest zakochana w tatusiu.
Panie nadstawiły uszu.
-Skąd wiesz?
-Bo się całują!!!
O matko! Permanentna inwigilacja.
Józiu natomiast wykorzystuje praktycznie zaczątki umiejętności czytania. Umie znaleźć na zabawkach lub sprzętach i przeliterować:
-China.
Musiałam wyjaśnić dlaczego dużo rzeczy ma napis Made in China. Długo nie czekałam. Przy krojeniu ogórków kiszonych na sałatkę obiadową Józio zagaił:
-Kto wymyślił ogórki?
-Pan Bóg.
-A nie chińczycy?
Tu zabrakło mi słów.....
Trzy lata temu, kiedy zaczynaliśmy przygodę z tą szkołą byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Ja matka (wtedy) 9 dzieci mam już doświadczenie a nawet pokorę(!) w wychowywaniu dzieci. Niczym mnie już nie zaskoczą. No i bardzo się zdziwiłam. Jedną z pierwszych rzeczy jaką usłyszałam w związku z Józiem to jego nieumiejętność dzielenia się z innymi. Ósme dziecko. I nie umie się dzielić?
Prawda i tylko prawda. Jako ulubieniec starszych braci i ogólnie malutki dostawał od wszystkich co tylko chciał. Sam nie musiał niczego nikomu oddawać. I tak przemykał, ani ja, ani Tatuś niczego nie zauważyliśmy.
Czekała nas praca do wykonania. Nie do końca się to podobało Józiowi, ale daliśmy radę.. Od tego momentu uważnie słucham sugestii i wskazówek tutora. Bo może coś przegapiamy, na coś mamy zwrócić uwagę. Po takich spotkaniach mam o czym myśleć.
Zaabsorbowana sprawami wychowawczymi nieopatrznie wkroczyłam na terytorium wroga czyli na piętro dzieci:). Od razu zostałam zaatakowana stertą książek w łóżkach (ciekawe jak oni sypiają), papierkami po wycinankach, włóczkami, styropianem i milionem kubków z fusami herbacianymi. Co prawda nie dałam się wciągnąć w zasadzkę i nie nabrałam się na uchylone drzwi od szafy dużych panienek. Udałam, że nic nie widzę i przemknęłam dalej. Wytoczę to działo, kiedy tylko moje damy powrócą. Narzędzi i śrubek w ogóle nie widziałam, przeczuwałam tylko, że są gotowe do ataku. Szybkim manewrem odcinającym (zamknięcie drzwi od pokoju Jasia) umożliwiłam sobie odwrót. Inaczej nie mogłabym zająć stanowiska w kuchni:) Obawiam się jednak, że nadchodzi moment w którym będę musiała się zmierzyć z ciasnymi, dziurawymi, zbyt ciepłymi ubraniami. Nadchodzi czas segregowania zabawek i częstych odwiedzin strychu. Nie chce mi się o tym myśleć. To straszna praca.
Co do wrogów we własnym domu. Dziś się dowiedziałam, że pod bokiem mamy słodkiego szpiega. Asia wszystko opowiada w przedszkolu:))). Trzeba uważać. Wczoraj podobno opowiadała paniom:
-Mama jest zakochana w tatusiu.
Panie nadstawiły uszu.
-Skąd wiesz?
-Bo się całują!!!
O matko! Permanentna inwigilacja.
Józiu natomiast wykorzystuje praktycznie zaczątki umiejętności czytania. Umie znaleźć na zabawkach lub sprzętach i przeliterować:
-China.
Musiałam wyjaśnić dlaczego dużo rzeczy ma napis Made in China. Długo nie czekałam. Przy krojeniu ogórków kiszonych na sałatkę obiadową Józio zagaił:
-Kto wymyślił ogórki?
-Pan Bóg.
-A nie chińczycy?
Tu zabrakło mi słów.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
