Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Ciemne plamy

Znalazłam chwilę i zaczęłam się zastanawiać co napisać. Po drodze robiłam notatki, żeby nie uleciały mi kolejne wydarzenia, tematy, powiedzonka dzieci. Teraz spojrzałam na te notatki i zatrzymałam się na jednym z haseł. To ono sprowokowało mnie do rozmyślań. Mężczyźni jako ojcowie.
Nie lubię podziałów na role ojcowskie i matczyne, na rozpisywanie działań, liczenie punktów. W dzisiejszym świecie normalność jest powodem pojawiania się całych artykułów ze zdjęciami i tytułów w stylu : Wspaniały ojciec, angażuje się w wychowanie dzieci! Całym sercem kocha swoje dzieci! Spędza z nimi czas!
Przez pewien czas rekordy polubień na fejsiku bił filmik o ojcu zmieniającym pieluchę i doświadczającym w tym czasie wielu reakcji fizjologicznych.
Wnioski nasuwają się dość przykre. Czyżby większość ojców nie była zainteresowana swoimi dziećmi?
Moje doświadczenia ( subiektywne) są inne. Ojcowie, których znam są bardzo zaangażowani w wychowywanie dzieci, spędzanie z nimi czasu, pokazywanie im świata, przekaz wiary. Ojciec jest ważny.
A dzisiejszy ojciec ma trudno. Niedoceniany, zapracowany i żyjący w stresie. Ci, o których myślę w sposób cudowny  ( literalnie ) rozciągają swój czas i możliwości, by uczestniczyć w pełni w życiu swych dzieci. Często jeszcze działają w jakiś wspólnotach, stowarzyszeniach, jako wolontariusze. Możliwe jest to chyba tylko dzięki Bogu.
W ten całkiem jasny obrazek ostatnio wkradły się pewne rysy. Ciemne plamy.
Najpierw kilkakrotnie zetknęłam się z sytuacją, w której mąż obraża się na żonę z powodu kolejnej ciąży, kolejnego dziecka. Najpierw naiwnie pomyślałam, że czegoś nie zrozumiałam. Przy drugiej takiej opowieści zaczęłam słuchać uważniej. I jednak nie rozumiem. No po prostu nie rozumiem.
Facet strzela focha, bo żona nosi pod sercem jego dziecko. Może nieplanowane, ale do kroćset nie tylko ona uczestniczyła w poczęciu! Tragedia, że wobec niespodziewanej, może trudnej sytuacji wyłazi z niego guma od majtek zamiast mężczyzny.
Ku pokrzepieniu powiem, że znam taką jedną sytuację sprzed lat. Teraz to dzieciątko ma lat naście i jest oczkiem w głowie swego zafochanego naonczas ojca. Dorósł, podjął trud. Chylę czoła przed mamą, która walczyła za nich oboje. Jest szansa dla tych ojców, oby jej nie zmarnowali.
Potem dowiedzieliśmy się, że jeden z naszych bliskich znajomych zaginął. I odnalazł się, tylko, że nie chce wrócić do rodziny, z nikim się kontaktować. Ani z żoną, ani z dwójką dzieci. Co takiego się stało, jaki stres, trudności, poczucie samotności, beznadziei, że normalny ojciec rodziny ucieka. Jak mu pomóc? Zostaje tylko modlitwa i o nią proszę dla tej rodziny w cierpieniu.

Dziękuję za wszystkie komentarze, które czytam i mnie radują. Nie mam szczeliny czasowej, by na nie indywidualnie odpowiedzieć, ale zamierzam się poprawić. Ostatnio przegapiłam egzaminy dzieci w szkole muzycznej. Zorientowałam się dopiero następnego dnia.

czwartek, 28 stycznia 2016

Tajne sprawki

Jak się tak gada i gada z dziećmi to wychodzą na jaw różne sekrety:) Najczęściej te dawne, po których przecieramy oczy i zastanawiamy się jak oni wpadli na coś takiego...Na szczęście nasze dzieci zachowują pewne miłosierdzie wobec nas i na razie możemy się śmiać z ich wybryków. Albo faktycznie mają nie najgorzej poukładane w głowach (chciałabym), albo są tak przebiegli, że straszliwe postępki potrafią dobrze ukryć. Czasami się zastanawiam.
A oto co wczoraj ujrzało światło dzienne.
Zaczęło się od rozmowy o panu Noblu, jego fundacji, kategoriach w jakich jest przyznawana nagroda. Oczywiście z lekkim podtekstem politycznym. A Marysia zaczęła wspominać z wyrzutem patrząc na starszych braci:
-Wy mi kiedyś powiedzieliście, że dziadek dostał nagrodę Nobla.-ja tez jako żywo usłyszałam o tym po raz pierwszy, ale najlepsze było jeszcze przede mną.
-Pokojową!!! I mówiliście, że dlatego nie mieszka w willi, bo dostał pokojową!
Tu nastąpił moment, w którym braciszkowie turlali się po podłodze, a my z Ukochanym usiłowaliśmy przyswoić słowa córki. Każde słowo osobno było zrozumiałe, ale razem nie chciały spiąć się w sensowną całość.
Jak oni to wymyślili, zwłaszcza, że Mary Lou nie jest od nich dużo młodsza czyli jak była mała to oni również:). To chyba kwestia zaufania do starszego rodzeństwa. Muszę pilnować co opowiadają Asi i Piotrkowi...
Dzisiaj będzie post z odsyłaczami :)))
Po pierwsze wczoraj była rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz. I na stronie wp.pl znalazł się artykuł o położnej, Słudze Bożej Stanisławie Leszczyńskiej. Mam wrażenie, że już o niej pisałam. Odbierała porody w strasznych warunkach, nie pozwalając na zabicie żadnego dziecka. Ryzykowała życiem. Pomimo braku wszystkiego, brudu, chorób nie zmarła jej żadna kobieta i wszystkie dzieci mogły się urodzić. Wiele z nich niestety zmarło, ale mamy mogły je przytulić, powalczyć o ich życie, dostały szansę.
Kiedy zdarza mi się być przy porodzie domowym zawsze proszę Stanisławę  o pomoc, rozeznanie. Pamiętam jeden poród, błyskawiczny, gdy wbiegłam właściwie w momencie rodzenia się główki. Na szyi pępowina, mama stoi a mi brakuje ręki, by tę pępowinkę zsunąć. Żarliwie prosiłam niebieską położną o pomoc i za chwilę trzymałam w rękach małego facecika, który jako żywo pępowiny na szyi nie miał. Można
 to różnie tłumaczyć, ja mam głębokie przekonanie, że otrzymałam pomoc z góry.
tutaj  artykuł o niej. Polecam!

Skoro jesteśmy w tematach położniczych to jestem w trakcie załatwiania. Papierologii stosowanej itd. Oczywiście w związku ze szkołą rodzenia. Dzisiaj ciąg dalszy i mam ( króciutkie co prawda) chwile, w których pojawia się pytanie:
-Na co Ci to było?- ale tak po cichu pytam siebie.

Nasz 9-cio osobowy Transporter, w wieku lat 20 został skazany na emeryturę. Zaprzyjaźniony mechanik rzucił do mojego męża:
-Kup ty sobie inny samochód!
Ja tak czułam. Co prawda wykonanie polecenia jeszcze potrwa:)))

Wczoraj wieczorem został ogłoszony rodzinny konkurs na logo szkoły rodzenia. Wszyscy ruszyli do poważnej działalności twórczej, a specjaliści od razu postanowili  zrobić to przy pomocy czegoś tam na komputerze. Wynikami się pochwalę.
I na koniec kolejny odsyłacz, szczególnie dla wielbicieli Różowej Pantery. Czyli np. dla mnie.
 TUTAJ



czwartek, 21 stycznia 2016

Ludzie co się dzieje?!

Mam moment zanim tabun załomocze na schodach i radośnie obwieści : jeść!
Za oknem pięknie sypie śnieg i tylko ja się pytam dlaczego akurat wtedy kiedy, mamy jechać do stolicy? Do tej pory drogi były czarne? Były! To nie mogły być dłużej? Ale marudzę...

Wczoraj byłam w naszym Urzędzie Wojewódzkim na konsultacjach społecznych w związku z programem 500plus. I jeszcze trwam w szoku. Z jednej strony bardzo dobrze, że coś drgnęło w sprawie rodzin. Sytuacja demograficzna Polski, jak już się pewno powtarzam, jest tragiczna. Nie tylko w porównaniu ze światem, ale i z Europą, i tą wschodnią , i zachodnią. Mam też silne wrażenie, że takie rodziny jak moja zostaną wsparte tak przy okazji, bo myśmy już pracę wykonali a chodzi głównie o te dzieci, które mają się urodzić :) Nic to, nie o zaszczyty chodzi ;-)
Pozytywne,z mojego punktu widzenia było na pewno to, że nie pojawia się pytanie: czy wprowadzać?
Natomiast, jeśli chodzi o sformułowanie: "pierwsze dziecko" to jest to najstarsze dziecko przed 18-tką.
Najgorsze jednak było co innego. Jako, że obsługiwać mają ten program urzędnicy z ośrodków pomocy społecznej było ich dużo na sali. I znalazłam się w innym wymiarze. Dla tych urzędników (nie obwiniam ich, z tym się stykają na co dzień) nie ma normalnych rodzin. Wszędzie libacje, nieodpowiedzialność, oszustwo i złodziejstwo. Nie dawać ludziom pieniędzy do ręki, głębsze zanurzenie w wykluczeniu społecznym, trzeba będzie sprawdzać itd. Bo jest niestety podpunkt, chyba 8, ustawy mówiący o niewłaściwym wykorzystaniu środków. Kto będzie decydował co jest właściwe? Teraz rozumiem dlaczego Związek 3+ i Elbanowscy chcieli oddzielenia tego programu od zasiłków socjalnych. Wyszłam wstrząśnięta,dźwigając brzemię patologii, dookoła siebie widząc patologię i podejrzewając wszystkich wokół o niecne uczynki. Ludzie co się dzieje?! Ja nie chcę!
Każdy dostał kartkę, by spisać swoje uwagi, które pan wiceminister zabiera do Warszawy. Starczyło mi sił tylko na to, by napisać dużymi literami:

WIĘKSZOŚĆ POLSKICH RODZIN TO NIE PATOLOGIA!

Chyba więcej nie napiszę, bo jeszcze się nie otrząsnęłam. Pozdrawiam z patologicznej rodziny, na patologicznym blogu całą resztę patologii ;-)


sobota, 28 listopada 2015

Uwaga marzenia się spełniają:) i mały konkurs...

O wielu rzeczach, które mam w głowie nie mogę chwilowo napisać, bo wymarzyłam sobie odpowiednie zdjęcia. A tych na razie nie mam. Napiszę więc później. To wszystko poczeka sobie u mnie w głowie.
Wstyd mi za brak systematyczności w pisaniu ale znowu dzieje się więcej i więcej.
Odzyskałam samochód więc rozpoczęłam zwykłą matczyną pielgrzymkę po dentystach, lekarzach, urzędach i zakupach. I po tych kilku dniach mam dość. Cudownie jest nigdzie się nie spieszyć, oglądać z dziećmi foki, grać w Dixit i prowadzić rozmowy, nawet te trudne. Rozmyślać o pierniczkach i śnieżynkach, laudesach i radości jaką niosą nadchodzące  święta. Bo wszystko się znowu zaczyna. Jest nadzieja.
A ja w tym roku zostałam już hojnie obdarowana przez Nowonarodzonego.
Wiecie już przecież, że mam świra, pasję , zwichrowanie w związku z porodami naturalnymi, domowymi, relacją przed narodzeniem. I......zaproponowano mi poprowadzenie szkoły rodzenia. Na moich warunkach, tak jak ja chcę, uważam za słuszne. A wczoraj okazało się, że mogę to robić także w najbliższej przychodni. Praca marzenie. Uwielbiam to, nie zostawiam dzieci i jeszcze mi płacą!
Dla mnie to właśnie taki prezent od Ojca, samo przyszło, bez mojego starania, bez wymyślania.
Teraz jestem na etapie planowania zakupu sprzętów, douczania, i planowania zajęć. Jeszcze nie raz o tym napiszę. Powiem więcej będę chwilami monotematyczna:)
Najlepsze jest, że moje dzieci nie zwróciły na to właściwie uwagi. Ci starsi są pochłonięci swoimi sprawami co  wieku nastoletnim jest charakterystyczne a ci młodsi chyba nie wiedzą co to znaczy. W końcu teraz też wychodzimy z Ukochanym a to do kina a to na randkę czy prozaiczne zakupy. Dwie godziny przełkną. Tylko Zosia zapytała:
-Dużo Cie nie będzie w domu?
Na szczęście mogłam jej odpowiedzieć, że niedużo.
I w tym szampańskim nastroju proponuję mały adwentowy konkursik. Prezentem są szydełkowe śnieżynki w zestawie. Trochę się kryguję, bo wiele z Was jest super i nad zdolnych ale może się przydadzą. Jako odrobina luksusu do każdego zestawu dołączona będzie kula do kąpieli ( supernaturalna) lub peeling czekoladowy lub kawowy. Kosmetyki produkowane przez moją córkę. Zestawy są dwa:)
Co trzeba zrobić? Zostawić komentarz, najlepiej z krótkim tekstem na temat: jak sobie radzicie z postacią Św. Mikołaja w naszych skomercjalizowanych czasach? Jeden komentarz wybiorę ja a drugi Ślubny. Wszak mężczyźni maja inne podejście, żeby nie było, że są dyskryminowani:))))
Czasu mamy dużo, losowanie i ogłoszenie wyników do północy 6.12.2015! Powodzenia!

wtorek, 10 listopada 2015

Życie

Ostatnio wraz z Ukochanym podśmiewamy się ( tak trochę rozpaczliwie), że czas dla siebie mamy między pierwszą a trzecią w nocy. Dlaczego?
Nasze młodsze dzieci idą pięknie spać koło 19. Średnie trochę później udają się do swoich pokoi i mają czas na czytanie, rysowanie i jakieś jeszcze ciche działalności z naciskiem na czytanie. Czasem wszystko się trochę opóźnia , bo goście, granie w gry planszowe czy wspólne czytanie. Ale problemów raczej nie ma.
Istnieją jednak nastolatki.
O poranku nie do obudzenia, zwlekające się z łóżka pod groźbą utraty posiłków, zawsze z pretensjami i poczuciem krzywdy. Bo jakże wyrodna to matka, która nie rozumie, że trzeba się wyspać i naprawdę 8 rano to środek nocy. A szczególnie gdy za oknem dżdży i wieje a chmury zasłaniają słońce i nie wiadomo czy to poranek czy już zmierzch.
 Natomiast wieczorem mają mnóstwo spraw do omówienia, mnóstwo do powiedzenia, są w pełni sił i gotowi podważać wszelkie prawa fizyczne, naturalne i moralne.
Reasumując wieczorem do północy prowadzimy długie rozmowy z dużymi ( oczywiście cieszymy się, że chcą rozmawiać, chyba), w nocy trwają wędrówki ludów obecnie w wykonaniu Asi a o świcie wstaje żywiutki Piotruś i zaczyna nawoływać swych rodzicieli i rodzeństwo. Przy czym inteligentnie zauważył, że nacisk należy położyć na steranych życiem rodziców, bo rodzeństwo słabo reaguje:)))
A przed chwilą w kuchni i salonie pełno było:
dewaluacji, dyskredytacji, argumentów, stawiania tez....
I wyciągnęli rodzica na dyskusję o ubóstwie języka polskiego.  Konkretnie chodziło o to, czy współżycie oznacza miłość i dlaczego mówi się, że oni się kochali jeśli nie.
Ojciec pomimo zasypiania między zdaniami sprawę naświetlił,  najstarsza siostra podrzuciła odpowiednią katechezę ojca Szustaka i chłopcy poszli jej posłuchać. Może dziś wolne będziemy mieli przed północą.

piątek, 6 listopada 2015

Zsiłopad :))

Mój ulubiony bohater ulubionego angielskiego serialu czyli Powolniak mówi pewnego poranka do swojej żony:
-Mamy z szympansami wspólne 98% genów a mi rano chce się papierosa a nie banana!
U nas rodzinnie chyba tych genów wspólnych z szympansami jest jeszcze więcej, bo wszyscy uwielbiają banany ( oprócz mnie, ale ja jestem przyszywany Walczak) a do tego mój mąż twierdzi, że jest koniem , bo uwielbia płatki owsiane. Jako, że według swych córek ( i nie tylko) jest najwspanialszym facetem na świecie dziś rano dostał takie śniadanko



To są ciasteczka bananowo-owsiane z serkiem i bananami:)
Przepis na bardzo łatwe ciasteczka Tutaj. Dla mnie zrobiły się tylko zbyt mokre, następnym razem dodam mniej bananów ( albo mniejsze).
Nauka kwitnie, tak jak różne spory i pretensje typu:
-To za dużo
-A ja mam więcej do zrobienia niż ona
-Sam ustalę co mam robić, nie martwcie się
- No nie, muuuszę?
-Dajcie mi spokój!
Oczywiście wszystko w kontekście naukowy, inne pomijam:)
Ale jakie później jest zadowolenie, kiedy dział matematyki kończy się z wynikiem 80% i to rozszerzony.
Przy okazji powstają takie dzieła:

Jakby ktoś nie zrozumiał:), to jest Ziemia, która krąży wokół Słońca a z Plutona atakują ją złe robaki ( bakterie, które możliwe, że tam żyją). Jak się domyślacie to wizja Józia po wykładzie na temat Układu Słonecznego :))))
Chciałam poinformować, że samochód działa. Tak cudem, nie będę wnikać w szczegóły ale cudem.

Jako, że nasz listopad jest szary i nieco ponury w domownikach wzrasta potrzeba zawijania się w kocyki, popijania herbatek z rozgrzewającymi dodatkami i nic nierobienia czytaj czytania.  I tu rewelacyjne odkrycie. Swego czasu zrobiłam ( bez przekonania) tak zwany dżem wileński. Z jabłek, śliwek z dodatkiem cynamonu i imbiru. Robiłam go w słoneczne, jeszcze ciepłe dni i tak jakoś mnie nie przekonywał. Teraz otworzony jest świetny, lekko rozgrzewający i pachnący.
Mamy takich przyjaciół, którzy nas zawstydzają dbaniem o nas. Dostarczają a to kaczuszkę, a to gąskę albo słoje z żurawiną. Taką utarta z cukrem, do trzymania w lodówce. Wyjmuje się taki słój , napawa kolorem a potem łycha żurawinki do wrzątku lub do herbatki.
 Niektórzy co prawda wyżerają łyżkami prosto do buzi.
A tak wygląda zmierzch na naszej wsi, bardzo często występują u nas zamglenia co daje poczucie wyciszenia, ale i smutku. Tylko czytać!
I tu miał nastąpić wywód na temat książek.
Wspomnę tylko o jednej. Przypomniałam sobie o niej na zasadzie dziwnych skojarzeń. Zostało troszkę z wczorajszej zupy. Jak to zwykle bywa, tyle, że pożywi się co najwyżej jedna osoba lub dwie niewielkie. I tu błysk: jacy ci Cyganie byli mądrzy. Podobno w ich kociołkach zawsze musiało coś zostać. W razie głodu można było dolać wody i zawsze jakaś zupa mniej lub bardziej wodnista powstała. A tego dowiedziałam się z nowego tomu opowiadań Pilipiuka pt. Reputacja. Polecam. Zwłaszcza na akie listopadowe szarugi.
A skoro przy jedzeniu jesteśmy to już za chwilę będzie można nabyć "Wielokuchnię" Agaty Puścikowskiej. Autorki znanej z "Gościa Niedzielnego" i mamy piątki dzieci. Ostrzę już sobie pazurki zwłaszcza, że podtytuł w skrócie brzmi : jak zrobić coś z niczego. A tego nic jest u nas dużo:))) Zwłaszcza jak się chłopcy dorwą do lodówki. Rozmyślam nad kłódką i alarmem na wejściu do kuchni!
C.D.N

niedziela, 1 listopada 2015

Jak nie dojechaliśmy na cmentarz

Mieszkamy sobie od pewnego czasu na obrzeżach naszego rodzinnego miasta. Nasi bliscy są pochowani na różnych cmentarzach. Peregrynację do ich grobów rozpoczęliśmy już w piątek. Od cmentarza w Oliwie. To cmentarz odwiedzany przeze mnie od wczesnego dzieciństwa czyli od śmierci mojego pradziadka. Tam leży również moja ukochana babcia i tata.
Dzisiaj natomiast mieliśmy zamiar trafić na Srebrzysko, piękny cmentarz w centrum metropolii, do grobu brata mojego męża. Jak wiadomo dojazdy samochodowe utrudnione, korki a i przez nasze problemy z mechanicznym rumakiem nie dysponowaliśmy odpowiednią ilością miejsc. Postanowiliśmy wykorzystać zatem niedzielę i podjechać do naszego ulubionego kościoła na Matarni, na mszę a stamtąd ruszyć koleją metropolitalną w pobliże cmentarza. Dla maluchów dodatkowa atrakcja, jazda pociągiem:)
Problemy zaczęły się przed błogosławieństwem. Staliśmy na schodach, przed wejściem, bo do wnętrza kościoła nie dało się wejść. Nie jest to dobre miejsce. Młodsze dzieci są rozdarte między naszym: jesteśmy na Mszy a towarzystwem hasającym przed kościołem, schodami po których da się wędrować, drzwiami do ruszania czy mnóstwem liści do zbierania. Ta lokalizacja wymaga od nas czujności:) Już po Komunii tę czujność straciliśmy. Józio pobiegł do grupki chłopców okupujących metalowe stelaże do parkowania rowerów. Ja nawet kątem oka to widziałam, ale postanowiłam już nie reagować. Niestety! Za moment Józio podbiega do nas z wystraszoną miną i trzymając się za głowę. Spomiędzy palców leci mu krew. Zdążyłam tylko zapytać ( bardzo inteligentnie zresztą):
-Coś się stało?
a Józio pokazał możliwości swoich płuc. Ryk z głębi jego niewielkiej, skrzywdzonej osoby był ogłuszający i paraliżujący, pospadały resztki liści z drzew. Oczywiście znaleźliśmy się  w centrum zainteresowania. Ja chciałam od razu zobaczyć co się dzieje, czy jechać na chirurgię, ale mój małżonek całkiem rozsądnie zwinął nas do samochodu. Uwolniliśmy parafię od broni akustycznej. Inna sprawa, że nasz samochód zmierzający w kierunku domu wypełniony był szlochami, histerią i pretensjami. Histeria i pretensje były Józia a szlochy niektórych sióstr, z żałości nad nim:) Józio ogólnie ma tendencję do teatralnego wręcz przeżywania i choć  dzielny z niego wojownik, z męstwem znoszący urazy to jednak zawsze pojawia się pytanie:
-A leci mi krew?
Jeśli nie leci to wszystko w porządku, nawet mocne urazy są przyjmowane ze stoickim spokojem. jeśli natomiast pojawi się chociażby kropelka, co tam kropelka, jej zapowiedź,  Józio wykorzystuje swoje możliwości wokalne. A ma nie byle jakie.
Tym razem sprawa była więc poważna, bo między palcami ściekała krew.
W domu nastąpiło bezlitosne obmycie rany, by sprawdzić czy wystarczy plaster, czy trzeba szyć. Niestety rana była głęboka i jak to głowa krwawiła obficie. Zamiast na cmentarz koleją metropolitalną, w gronie rodziny Józio pojechał z tatą na chirurgię dziecięcą. A my zostaliśmy w domu.
Marta co prawda podśmiewała się, że w takim ujęciu sprawy powinniśmy się cieszyć, że nie na cmentarz.Rodzeństwo było jednak trochę osowiałe, jak zwykle zresztą gdy jednemu z nich coś się dzieje.
Józio wrócił do domu ze szwami na potylicy, dumny, że tylko raz krzyknął i od razu zaczął hasać po domu, by wybiegać stres. Po tym widać, bez żadnych kontroli, ze dziecko czuje się świetnie. Największy jego problem to zakaz treningów dżudo przez dwa tygodnie.
A miał być taki refleksyjny, nastrojowy post, niemalże poetycki:)))
Tylko się pochwalę jeszcze czapeczką Asi, modelka niestety bardzo ruchliwa.

Modelka czapkę chwyciła i zaczęła używać, zwłaszcza, że podczas spaceru z siostrą zgubiła poprzednią. Zawsze mnie zastanawia jak można gubić odzież, którą się ma na sobie, ale jakoś można. Nie wiem czy już wspominałam ale Jacuś zgubił kiedyś buty. I to w dodatku takie, które były kupione zaledwie dwa dni wcześniej. No więc doświadczenie pokazuje, że można. Tu jest tylko subtelny problem, że jej jeszcze nie podszyłam polarkiem a bez tego jest mocno przewiewna.
Trochę gubi kolor bo już zmierzch panował:)


Natomiast na stole pojawił się wrzos. Jestem maniaczką wrzosu i koloru fioletowego. I koszyk z wrzosem, który przygotowała Marysia nosiłabym ze sobą wszędzie...
 Zachwyca mnie dokładność wykonania tych kwiatków i ich kolor.

 A tu jeszcze praca manualna. Kredki służą nie tylko do kolorowania czy rysowania. Precz z ograniczeniami!


niedziela, 25 października 2015

Kolejna mądrość ludowych mądrości

Znowu nie wiem od czego zacząć.
Chyba jednak od Mieczysława Fogga i piosenki: "Ta ostatnia niedziela".
Krótko: jak ja się cieszę! Jeszcze w południe niepokojące wieści o zamienionych kartach do głosowania i zastanawianie się co można wymyślić, by wybory były uczciwe.
Około 17 po zajęciach na uniwerku przyjechał Stasiu i wspólnie, jeszcze  z Martą, poszliśmy popełnić akt wyborczy. Jak kolejni podrosną to będzie nas konkretna siła:)
Potem oczywiście dyskusje w męskim gronie o polityce- u nas w domu nie było ciszy wyborczej:)))
No i pierwsze wyniki. Bez lewicy!!! Jeszcze tylko szkoda, że Nowoczesna dostała szansę.
Pamiętam dawno temu, nasz rok maturalny i 4 czerwiec 1989 roku. Wtedy czuliśmy się podobnie. Coś się zmieniło.
I tak, tak, dobrze wiem, że żaden polityk nie załatwi raju na ziemi, nie jest Mesjaszem, ale może coś drgnie. Te ostatnie 8 lat było bardzo ciężkie i takie beznadziejne jednak.
A teraz od płaszczyzn i poziomów patriotycznych i górnolotnych lądujemy w naszej codzienności. Z mocnym hukiem !
Według słów szanty:
Jazz, babariba statek sie kiwa,
załoga rzyga.
Zarzygali cały pokład,
i kajuty też!
No więc jakby to powiedzieć... My mamy taki statek dzisiaj. Nie namawiam do wyobrażania sobie tej sytuacji ani do wczuwania się. Jednak trójka wymiotująca naraz, na odległość i pod dużym ciśnieniem plus trójka ( inna oczywiście) mająca rozwolnienie wylewające się z pieluch i nie pozwalające na dotarcie nawet w pobliże łazienki....Plus my, geriatrycy z bólem brzucha. A ci co ewentualnie czuli się lepiej akurat przebywali poza domem. Co prawda wygląda na to, że już niedługo będą się tak czuli:)
Najbiedniejszy Piotruś, bo z gorączką i osłabiony.
W tym wszystkim wielki prezent od Jasia. Wszedł, zobaczył nas w akcji oczyszczania podłogi i przebierania towarzystwa ( bo wiecie jak to jest z maluchami, zamiast gnać do łazienki, biegną do mamy i taty powiedzieć, że chce im się wymiotować:), a skutki są opłakane ) :
-Ja Was podziwiam, kiedyś Wam to wynagrodzę. To co mam teraz zrobić?
I pomimo, że rację mieli starożytni twierdząc, że kto ma pszczoły ten ma miód a kto ma dzieci ten ma smród, to nie chcę się zamieniać!

czwartek, 1 października 2015

Ostatni puzzel

Już pisałam, że lubimy puzzle:) Najwspanialej jest, gdy należy włożyć ostatni puzzel na swoje miejsce. Mały kawałeczek a powoduje, że obrazek jest pełny i ma sens.
U nas jest tak w tej chwili. Minął pierwszy miesiąc edukacji domowej, jestem zmęczona, cały czas na nogach, bez mego ukochanego świętego spokoju a jednocześnie mam wrażenie, że wszystko w końcu jest na swoim miejscu. Jestem z moimi dziećmi, spędzamy razem czas, odkrywamy świat...Nie jestem już firmą logistyczno-transportową. Wieczorem padam na twarz bez wyrzutów sumienia, że unikałam moich dzieci, szukałam chwili spokoju. Wieczorem wychodzę  z moim mężem z miłym poczuciem, że dobrze i mi i dzieciom zrobi chwila odosobnienia.
A ile atrakcji po drodze!
Don Pedro dostał swój pierwszy w  życiu pociąg. Oczywiście dla wszystkich stał się najatrakcyjniejszą zabawką na świecie. Zaczęły się budowania torów, tras, przeszkód, kozy i krowy goniące za pociągiem. Płynnie przeszliśmy do budowy kolei amerykańskiej i napadów indiańskich na pociągi. Stąd już tylko krok do świata Indian, historii Dzikiego Zachodu ( patrz Domek na prerii), gorączki złota. I tak powoli otwierają się przed nami kolejne interesujące furtki:))) Nie wiem co prawda czy się zmieścimy w programie MENu ale dzieciaki na pewno mają szanse na bycie erudytami:)
I tu mam pytanie: czy ktoś zna jakiś mało krwawy, lekki western? Najlepiej z pociągiem. Liczę na Was:)))

Po drodze są też trudności. Ten kryzysuje, bo musi przekopać się przez swoje zaniedbania zanim ruszy do przodu. Tamten ma problemy z koncentracją, 6 lat kończy dopiero w listopadzie i to widać. Ta lektura jest nudna i wcale Jej nie interesuje jak się skończy. A Ta jeszcze leje łzy jak jej coś nie wychodzi. A co najważniejsze wszyscy znają lekarstwo na bolączki pozostałych i szczerze mówiąc mądrzą się straszliwie. Tylko nie wtedy kiedy trzeba:)))
Jak Asia:
-To jest proste jak...żołędź!!!
Po drodze są  również ogórki do zrobienia, powidła i kapusta kiszona:)
No i brak internetu. Według przysłowia: szewc bez butów chodzi. Padł router, który jakoś rozsyłał internet po całym domu. W związku z tym mój komputer, który ma internet własny jest okupowany od rana do wieczora. A to nauka języków, praca o strojach w starożytnym Rzymie, Zemsta Aleksandra Fredry do obejrzenia, zadania z fizyki, sprawdzian z oświecenia....Ot prosty powód niepisania. Ale jest szansa, bo niebawem ma się pojawić nowy router i będę mogła pisać ( za czym się stęskniłam). Będę mogła również na Was przetestować taki mały pomysł:) Nie uciekać proszę!!!

Asia ma bluzę z napisem: Bardzo kocham mojego tatę. Podchodzi do własnego ojca i żąda:
-Przeczytaj mi!- tu wypina dumnie pierś
-Bardzo kocham mojego tatę- czyta posłusznie rodziciel, zadowolony z przesłania:))
-Ja też, ja też!-woła dziewczę.


niedziela, 20 września 2015

Stereotypy

Dookoła nas trwa walka ze stereotypami, prześladowaniami i za małym znaczeniem mniejszości.
Postanowiłam i ja trochę dołożyć do tego tematu zwłaszcza, że mam wrażenie iż nie wszystkie stereotypy są równie tępione.
Mamą wielodzietną jestem od wielu lat. Wszak trójka moich najstarszych dzieci jest już dorosła w majestacie prawa a jedno całkiem samodzielne, prowadzi osobne życie. Jesteśmy wykształceni (lekarz i informatyk) i z dużego miasta, a jednak od początku naszej wielodzietnej drogi towarzyszyło nam hasło: wielodzietność = patologia.
W odpowiedzi na zdziwienie, i nie ukrywam ,czasami chamskie pytania, mogliśmy powiewać sztandarem naszego wykształcenia. Zostawiano nas w spokoju, niekiedy dając wyraz jedynie lekkiej dezaprobacie lub współczuciu. Co mają zrobić jednak rodzice, którzy są z mniejszych miejscowości, mniej wykształceni? Czy w jakikolwiek sposób świadczy to o tym, że gorzej wychowują dzieci, mniej je kochają? Mniej o nie dbają? Co ma zrobić matka wielodzietna, nie-lekarz w przypadku bezczelnych pytań przy kolejnym porodzie? Albo uwłaczających godności komentarzy?
Dzisiaj odwiedziła mnie koleżanka, mama pięciu chłopaków i dwóch córek. Dzieci mądre, elokwentne, utalentowane, do tego ciekawe świata i towarzyskie. Jednemu z nich przydarzyła się taka przygoda. Odprowadzał na autobus kolegę i jak to nastolatki śmiali się głośno i wygłupiali. Jeden z powodów do śmiechu to wskazywanie w mijanych ogródkach sprzętów do zabawy dla maluchów (typu rowerek, hulajnoga, wiaderko) i stwierdzanie:
-O, to zabawka dla Ciebie!
Następnego dnia podczas zabawy we własnym ogródku zaczepiła go pewna pani, która zapytała czy to jego dom. Następnie stwierdziła, że jeżeli z jej ogródka zginie cokolwiek, to go poszczuje psem. Zszokowany młodzian opowiedział o wszystkim mamie, która obecnie dąży do spotkania z nieznajomą. Ciężar na sercu jednak czuje ogromny, wtłoczona w złodziejskie ramy. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że cała rodzina to zapaleni cykliści, zaopatrzeni w świetny sprzęt. Jak dodała moja koleżanka z rozgoryczeniem:
-Pewno kradziony!
No i proszę, mamy uciskaną mniejszość potrzebująca wsparcia. Prawdziwą mniejszość, ważną dla społeczeństwa. Jak wskazują dane rodziny wielodzietne (takie 3 +) stanowią 6% wszystkich rodzin, a wychowuje się w nich (według różnych szacunków) ok. 80% wszystkich dzieci.
Kolejny stereotyp to „kura domowa”.
Niedawno triumfy popularności pobijał filmik o rekrutowaniu do pracy. Rekrutacja prowadzona bardzo profesjonalnie, nie budziła podejrzeń aż do chwili przedstawienia warunków pracy. 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, bez urlopów i wynagrodzenia. Praca matki w domu. Jeśli komuś zależałoby na silnym państwie to wspierane byłyby silne rodziny, promowany model wychowywania dzieci przez rodziców, a nie przez instytucje. Nie hodowla. Przez 20 lat od rezygnacji z pracy i decyzji, że będę wychowywać swoje dzieci nie otrzymałam nigdy od państwa żadnego wynagrodzenia, nie potrzebuję dyplomów i medali. Swoją nagrodę odbieram codziennie. Ale protestuję przeciwko byciu kura domową. Piszę, czytam, myślę, organizuję, tworzę. A znam mnóstwo mam, które robią jeszcze tysiące innych rzeczy. Wolę włoskie określenie „ Regina casa”- królowa domu.
I tak to niechcący znalazłam się wśród uciskanych mniejszości.
Ten post znalazł się na wrodzinie.pl jako artykuł:)

niedziela, 6 września 2015

Twarz imigranta

Jest takie opowiadanie Andrzeja Pilipiuka ( nie pamiętam tytułu), które rozpoczyna się od wiadomości watykańskich nadawanych z Nowego Rzymu leżącego w Ameryce Środkowej. Następnie przechodzimy do głównych bohaterów czyli braci ciotecznych związanych z rodzinnym konsorcjum wydobywającym w Stanach ropę naftową. Jeden z nich proponuje poszukiwania na Starym Kontynencie. Drugi ma obawy, bo kalifaty europejskie są niebezpieczne dla nie-muzułmanów. Przypomina, że w ciągu ostatnich dwóch lat zaginęło tam w niewyjaśnionych okolicznościach kilkunastu inżynierów bądź innych specjalistów. Państwa te są zacofane,  łatwo narazić się władzom, ludność wroga a i nowoczesnego sprzętu jako wynalazków sprzecznych z Koranem nie można używać. Jednak daje się namówić. Wyruszają do kalifatu Lechistanu. Już na miejscu okazuje się, że ten który nalegał na wyprawę ma niezwykle dobre kontakty wśród miejscowych. Zwłaszcza tych wyróżniajacych się jasnymi włosami, niebieskimi oczami i mówiących jakimś innym narzeczem. Po kolejnych kilku stronach okazuje się, że sprzęt geodezyjny był potrzebny do odszukania ruin dawnego Kościoła i relikwii niedawnych męczenników a tenże dobrze zorientowany jest świeżo wyświęconym biskupem tych ziem i tak jak jego poprzednicy pozostanie tam incognito. Dla świata zachodniego zaś będzie kolejnym zaginionym. Chrześcijaństwo po raz kolejny zeszło do katakumb.
Czytając powyższe kilka lat temu miałam ponure przeczucie, że to wizja mogąca się spełnić w przyszłości. Nie wiedziałam tylko, że będę to oglądać. Myślałam, że mamy więcej czasu.
Jeśli faktycznie w naszych czasach Chrystus ma twarz imigrantów, to ja nie jestem w stanie Go przyjąć. Ostatnie wydarzenia pokazały mi jak wielkim tchórzem jestem, jak drżę o moje dzieci. Jak daleka jest ode mnie postać matki Machabeuszy, która wierząc bezgranicznie Bogu dodawała odwagi swym siedmiu synom podczas ich męczeńskiej śmierci. Ta prawda o mnie mi się nie podoba, ale tak właśnie jest. Brak mi rozeznania gdzie kończy się miłosierdzie a gdzie zaczyna głupota.
Poniżej publikuję tekst znanej blogerki, która bardzo merytorycznie ujęła wszystkie pojawiające się pytania, również z uwzględnieniem historii, którą nam Polakom niektórzy teraz wypominają.
Od siebie dodam tylko jedno: podczas pierwszej wojny światowej czyli zaledwie sto lat temu Niemcy, by osłabić Rosję przewieźli na jej teren w zamkniętym wagonie człowieka, którego znamy jako Lenina. Za co był odpowiedzialny, ilu ludzi w wyniku jego przywództwa zamordowano, ilu zniknęło, ile lat Europa krwawiła chyba nie trzeba przypominać. Minęło ledwie dwadzieścia lat i Niemcy dały Europie Hitlera.
Teraz dają "imigrantów". Podobno historia jest nauczycielką życia. Czy naprawdę nikt nie zauważył, że ich "darów" należy się strzec?
A ja mogę się tylko modlić o rozeznanie i miłość do bliźniego.


„W związku z brutalnym usunięciem tego wpisu – zastosowaniem cenzury – przez otwartych i tolerancyjnych znawców katolicyzmu, a zarazem organizatorów wydarzenia „”TAK dla uchodźców – nie dla ksenofobii oraz rasizmu”! – proszę o ponowne udostępnianie. Widać te argumenty naprawdę są celne, jeżeli aż tak stchórzyli.” – pisze autorka i publikuje treść wpisu na swoim profilu

***
Mam rodzinę na wyspie Kos, w Atenach i na Peloponezie – jedna moja kuzynka jest żoną greckiego policjanta, a mąż drugiej pracuje w Urzędzie Miejskim (pracownik samorządowy). Mam także rodzinę w Rzymie.
Mnie kitu się nie da wepchać. Mam wiadomości z pierwszej ręki. Kuzynki mi opisują, co mają pod oknami.
Znam języki obce i umiem czytać ze zrozumieniem, także po polsku.
W takiej sytuacji nie dam się wziąć na zmanipulowane zdjęcia „uchodźców”, na których są głównie kobiety. Porażająca większość tych ludzi – w realu – to młodzi faceci, którzy zachowują się roszczeniowo oraz agresywnie.
W ich kulturze takie zachowanie jest przyjęte, a nawet pożądane – bo islam – czy w ogóle tamten rejon świata – tak kształtuje postawę męską. W zderzeniu z naszą kultura – może być tylko bum!
Jeżeli więc pani chce pomagać – to przecież może pani zaprosić na swój koszt z 10 syryjskich rodzin i się nimi zająć we własnym domu. Jest pani wolnym człowiekiem, wie pani co pani robi – proszę bardzo, śmiało, nasze prawo pozwala pani zapraszać gości z Afryki czy Bliskiego Wschodu i ich utrzymywać. Proszę ogłosić zbiórkę darów w internecie, mam dwa wolne koce, to wesprę pani inicjatywę.
A tak ogólnie: protestuję, ponieważ pani działalność jest niebezpieczna dla moich interesów. Nie życzę sobie nieopanowanych, poza kontrolą, przemian w moim otoczeniu – zwłaszcza że naszym problemem podstawowym jest Ukraina oraz Putin, który zaczął marsz na Zachód. Czego ani pani ani Europa nie życzycie sobie widzieć.
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przyjęcia u nas tych ludzi, których pani nazywa „uchodźcami”.
Miałabym jednak znacznie mniej uwag na ten temat, gdyby zwolennicy przyjęcia tych uchodźców nie operowali kłamstwem historycznym np. na temat Iranu w 1942 (a może po prostu nie znacie historii waszego kraju, i opowiadacie te głodne kawałki w dobrej wierze?) – oraz nieprawdą na temat stanu polskiej gospodarki, a także nazywali rzeczy po imieniu: to są imigranci ekonomiczni a nie uchodźcy.
Nie należy szermować kłamstwem, tylko postawić sprawy jasno, uczciwie.
A w tej sprawie łgarstwo goni łgarstwo.
Za bardzo państwo się przyzwyczailiście do manipulacji. Albo działacie w dobrej wierze lecz w niewiedzy jak jest tzn. ktoś wami manipuluje.
Bez względu na powody, państwo nie szanujecie inteligencji oraz wiedzy i doświadczenia życiowego tych, z którymi rozmawiacie.
Dlaczego nie mówicie o akcji łączenia rodzin? – przecież prawodawstwo europejskie to zaleca – to jest obligatoryjne, co oznacza że jak przyjmiemy jednego człowieka – to on ma prawo ściągnąć rodzinę.
To jest dalszych 10 osób, takie rachunki są zrobione we Francji.
Jeżeli więc teraz zgodzimy się wziąć 20 tysięcy ludzi – to jest REALNA zgoda na 200 tysięcy ludzi. A z tego co słyszałam, mowa o 81 tysiącach wyjściowo.
Podobno uchodźców ma być co najmniej 2 x więcej niż już jest, a jest ich 800 (osiemset) tysięcy – z czego nasza kwota to ok. 5,6%.
Czyli po akcji łączenia rodzin mówmy o prawie milionie obcych, w większości muzułmanów w ciągu 3-5 lat (od razu ich przecież nie ściągną, trochę to zajmie, w przeciwieństwie do pani myślę dalekowzrocznie oraz systemowo tzn. umiem operować kilkoma wskaźnikami naraz).
Jak on się utrzymają w kraju, który jest w ekonomicznej zapaści, zadłużony na 3 biliony, nie ma na emerytury dla własnych obywateli, nie ma własnego majątku narodowego oprócz lasów – i powyjeździe 3 milionów własnych emigrantów ma kilkanaście procent bezrobocia – w tym także strukturalnego (powyżej 20%). My NIE POTRZEBUJEMY PRZECIEŻ LUDZI DO PRACY. Niech jadą tam, gdzie jest praca.
No a przecież podstawowy problem z tą ludnością jest taki, że oni nie pracują. Nie pracują jako grupa społeczna (procentowo) w żadnym europejskim kraju, w którym mieszkają od lat. To nie jest inwestycja społeczna tylko rozsadnik przestępczości oraz klienci opieki społecznej – syndrom wyuczonej bezradności. Nasze wsie postpegierowskie nie zostały nauczone odpowiedzialności za własny los – w ciągu 26 lat – a pani chce socjalizować ludzi innej narodowości i religii, których zasady ZAKŁADAJĄ HERMETYCZNOŚĆ i NIEASYMILOWANIE? Chce pani być lepsza od Francuzów – z ich kolonialnymi doświadczeniami z Algierii i Senegalu? – czy od Brytyjczyków?
Jaki jest odsetek dzieci i młodych kobiet w tej grupie, która do nas jedzie, niech mi pani powie?
Bo w tej grupie, którą rzekomo pani Miriam wyrwała bohatersko spod kul (część tych ludzi już WRÓCIŁA DO SYRII czyli pod te straszne kule) – było 27 procent dzieci (osób poniżej 18 roku życia, małych dzieci było bardzo mało – to są dane oficjalne Straży Granicznej).
Dziwna sprawa jak na wielodzietne rodziny syryjskie – i uchodźców, którzy chronią co mają najważniejszego.
W Iranie – w 1942, jak już jesteśmy przy tym – były takie proporcje: 3 cywilów (gł. kobiety lub dzieci) na 1 faceta w wieku poborowym, zdolnego do noszenia broni.
Tak wyglądają prawdziwi uciekinierzy, proszę pani, zawsze i na całym świecie.
Ci nasi to nie byli uchodźcy tak nawiasem, tylko ludność cywilna sojusznika (rząd polski) przejęta przez Brytyjczyków od drugiego sojusznika (ZSRR) w ramach międzynarodowej umowy anglo-polsko-rosyjskiej.
Tak to formalnie wyglądało: nikt nie uciekał przez Morze Kaspijskie łódkami, zarzynając po drodze innych.
Arabowie, Persowie (czy Syryjczycy) nie byli stroną w sprawie.
Nic nie zawdzięczamy tamtemu światu czy rejonowi, innymi słowy. Nie mamy też żadnych rachunków z Afryką.
Brytyjczycy zrobili bardzo dobrą statystykę w Iranie – wręczyli nam zresztą za to rachunek – w 1945 roku. To nie była żadna pomoc humanitarna, tylko usługa.
I Polska dostała rachunek za koszta naszego rządu w Londynie oraz koszta armijne. Nie tylko krwią zapłaciła swoich żołnierzy oraz pilnowaniem pól roponośnych w Iranie ( – bo o to chodziło Brytyjczykom, którzy rządzili wtedy na 90% powierzchni Iranu, to był zdaje się nawet protektorat – tylko dlatego nas w ogóle wzięli z ZSRR, że od roku mieli bunt tubylców na pokładzie – i potrzebowali naszych mężczyzn pod broń – brakowało im sił, a Anders umiał się targować i wytargował, że żołnierze wyjdą z rodzinami – i tak uratował tysiące wojennych sierot oraz samotnych kobiet).
Polecam, żeby pani coś przeczytała na temat Iranu, zanim zacznie sadzić innym niedouczonym tę tanią propagandę o naszych zobowiązaniach wobec świata.
Proszę poczytać o tysiącach ludzi – kobiet i dzieci, które via Iran trafiły (tam ich Angole osiedliły) na terenach, gdzie szalała mucha tse-tse: nie było wody za to, chleba ani lekarstw – i na terenach byłego obozu koncentracyjnego dla Burów.
Chyba że pani się zgadza, żeby w identyczne warunki u nas trafili teraz ci Syryjczycy. Ale z kolei ja się na to nie zgadzam.
Nie zgadzam się na katastrofę humanitarną w Polsce.
Bo pani działania tym się właśnie skończą: katastrofą humanitarna – taki będzie pierwszy efekt. A potem będzie niechęć przyjezdnych do nas – i rozbuchana roszczeniowość. Tak działa ludzka psychologia.
W tej sprawie mieszają ludzie, którzy być może mają wielkie serce, ale mały rozum. Gdzie pani da mieszkanie – tylko tym 20 tysiącom ludzi? Przecież wielu Polaków nie stać na własne mieszkanie – wsadzi pani tych uchodźców do namiotów i da im łopatę do odśnieżania okolicy oraz walonki, czy jak?
A jak w zimę będziemy mieli mrozy po minus 25 stopni – to co pani zrobi z tymi ludźmi? – pójdzie im parzyć rumianek, jak dobra ciocia w tych ich blaszanych barakach, bo tylko favele można postawić na szybko? Będzie pani bronić dobrego imienia naszego kraju, gdy zaczną pisać o polskich obozach koncentracyjnych dla nieszczęsnych uchodźców? – będzie się pani poczuwać do obowiązku? – bo ja mam roboty po pachy z rozsupływaniem kłamstw dotyczących II wojny i komunistycznej okupacji.
Jak zapewni pani szkołę dzieciom?
Jak pani te dzieci chociaż nauczy polskiego? – ma pani program takiej nauki? – a dziewczynki będą się uczyć razem z chłopcami czy osobno? – skąd pani weźmie nauczycieli? Przecież PO zlikwidowała szkoły: samorządy nie mają pieniędzy. Sześciolatki mają naukę na ZMIANY – jak w latach 50-tych. Szkoły są przepełnione.
Jak pani uzupełni wykształcenie dorosłych? – które ich arabsko-afrykańskie umiejętności nam się przydadzą? Do czego wykorzystamy ten Kapitał Ludzki? Uruchomimy fabryki produkujące tam-tamy? – raczej nie, bo nie mamy know-how. A może kebaby? A może zaczniemy eksportować dżihad?
Bo co my poczniemy z 20 tysiącami ludzi bez kwalifikacji, przydatnych w Europie: zrobimy z nich zamiataczy ulic? – przecież u nas ulice zamiatają samochody-polewaczki. To może hodowców kóz? – fajny pomysł, tylko ziemie muszą kupić – a ziemia u nas droga. Jeszcze ma być podatek katastrastralny: ciekawe, czy na kozim serze da radę zarobić na podatki, ZUS-y i kataster?
Bo to będzie razem z 95% dochodów każdej małej firmy rodzinnej…
Skąd pani weźmie opiekę lekarską? – także specjalistyczną?
Przecież nasz system opieki medycznej jest niewystarczający dla nas samych (po wyjeździe 3 milionów ludzi!) – nikt nie marzy o poziomie europejskim w tym względzie dla własnych obywateli. Ludzie czekają na operacje po 2 lata – teraz mają czekać po 2,5 – bo pani jest młoda, zdrowa i ma dobre serduszko dla małych dzieci z Afryki?
Jak pani będzie zwalczać lokalne choroby, które ci ludzie ze sobą przywiozą? – na całym świecie z tym jest problem, o czym tacy dobrzy ludzie jak pani – nie informują, bo i po co.
A wie pani może, jak jest koszt leczenia amebozy – oraz koszt diety po amebozie? Bo ja wiem. I wiem, ilu lekarzy od takich chorób mamy w Polsce.
Aaaaa…. – a może to prawda, co słyszałam, że opiekę medyczną i filtr epidemiologiczny mają zbudować prywatne firmy, ludzi powiązanych z WSI, którzy mają już europejskie kontrakty medyczne na sumę rzędu 30 milionów złotych?! – to znaczy, że „litościwi ludzie martwiący się o uchodźców” to są płatne trolle, propagandyści i naganiacze?
To znaczy, że ci przyjezdni biedacy wszystko dostaną na tacy… Więcej niż polskie głodne dzieci, lepiej niż nasi starzy i chorzy kombatanci, Powstańcy Warszawscy, tak? A przez jaki czas będą na wykwintnym garnuszku Europy? – i co potem? – gdy już się przyzwyczają do dobrego życia? Co będzie POTEM?
Jak pani to zamierza zrobić?
Jak pani będzie zwalczać obrzezanie kobiet – zabójstwa honorowe – i przemoc wobec kobiet kobiet w tej kulturze?
Da im pani do poczytania „Wysokie obcasy”? Czy powachluje pani tych ludzi konwencja antyprzemocową? A może pozamiata pani temat poprawnością polityczną? – ograniczy mi pani wolność słowa – zamknie mnie pani a klucz wyrzuci w Śródziemne Morze?
Czy pani opiekowała się kiedyś chociaż psem ze schroniska? – czy pani wie ile zachodu kosztuje wyprowadzenie go na prostą? Ucywilizowanie?
Pani nie ogarnia realnych kosztów społecznych, nie mówię nawet o zwykłych materialnych – tej operacji. PRZECIEŻ TO SĄ LUDZIE.
Na Boga, to ludzie. Mają znacznie więcej sfer do wyprostowania niż półdziki pies, którego ktoś bił – pies który spędził życie przywiązany do budy.
To jest problem z wyobraźnią przestrzenną.
Ludzie to nie są kawałki papieru ani bity – te głupoty, które pani wypisuje nic nie kosztują, ale my mówimy o LUDZIACH, którym nie jesteśmy w stanie realnie zaoferować NAWET takich warunków pobytu, jakie ma u nas domowe bydło.
Ja szanuję ludzi, w przeciwieństwie do pani.
Wiem cokolwiek o ich potrzebach. Wiem co to jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ za drugiego człowieka.
Poza tym, jak mawiają Chińczycy, jeżeli komuś uratowałeś życie – jesteś do końca życia za niego odpowiedzialny. Tak właśnie jest w tym przypadku, przecież oni tu zostaną, bo w Afryce wojna jest CIĄGLE. Od lat 60-tych. I NARASTA. My nie mówimy o akcji humanitarnej typu zawieźć wodę i pampersy – my mówimy o implantowaniu setek tysięcy przyszłych obywateli.
Dlaczego pani oszukuje – choćby sama siebie – w tym względzie? Czas spojrzeć na fakty, zamiast snuć chore nieodpowiedzialne rojenia o uratowaniu Aryki, która musi to zrobić sama i na własny koszt. Takie jest życie proszę pani. Nam Polakom nikt nie pomagał.
NIGDY. Za wszystko płaciliśmy słone rachunki.
Pomiędzy tymi ludźmi są dżihadyści.
To nie bajka tylko fakt: to widać i na Peloponezie i na wyspie Kos. Jak ich pani chce wyłapać, jeżeli nie macie wspólnego języka? A wystarczy taki jeden, żeby się rozerwał w warszawskim metrze w imię Allaha, iżby zrobiło się pani bardzo przykro. To że pani zresztą się zrobi – to nie problem, ale moje dziecko i dziecko sąsiadów też jeździ metrem.
Ja nie chcę ponosić odpowiedzialności za cały głodny świat.
My mamy własne problemy geopolityczne: Europa się nie spieszy, żeby je rozwiązywać – wręcz odmawia nam pomocy, więc niech się problemami basenu Morza Śródziemnego – i swoim postkolonialnym rachunkiem zajmie sama.
Nie było uczciwości wobec Polski nawet w głupiej sprawie odszkodowań za skutki rosyjskich sankcji: dostaliśmy najmniej, a straciliśmy najwięcej. No a kwota energetyczna? Teraz zwrotnie mogę ogłosić brak zainteresowania dla problemów innej części Europy.
Polacy zawsze byli w porządku wobec uchodźców, których nikt im nie wciskał gwałtem, jak w tym przypadku.
Brytyjski Iran to był zresztą bodaj jedyny przypadek w naszej tysiącletniej historii tego rodzaju. Zawsze było odwrotnie np. przez ileś wieków uciekali do nas Żydzi – z całej Europy. To my mamy tradycje faktycznej tolerancji, także religijnej i obyczajowej – chyba szkoda, że zna pani bartoszewski wariant naszej historii, a nie ten prawdziwy.
W XX wieku przyjmowaliśmy Ormian, Greków, że rzucę spod palca – bo te historie znam najlepiej. Ostatnio przyjęliśmy jako społeczeństwo nieznaną, ale wielotysięczną, liczbę Ukraińców. Ach, sami sobie to załatwili – to dzielni ludzie – nie są uchodźcami formalnie, bo tyrają jak woły. Im nie przysługuje wsparcie ani zasiłek 3 tysiące na rodzinę czy osobę (w końcu nie wiadomo). Niemniej znaleźli u nas schronienie przed wojną.
Teraz NIE jesteśmy przygotowani do przyjęcia i obsługi takiej liczby ludzi jak 20 tysięcy – już nie mówię o 81 tysiącach, bo taka jest procentowo polska kwota, a tym bardziej o przyjęciu ich rodzin (czyli docelowo 200-800 tys.).
Nie ma nawet dostatecznej liczby TŁUMACZY, już nie mówię o asystentach kulturowych – żeby się zająć tymi analfabetami (to ważne, bo będą niesamodzielni), którzy swoje muzułmańskie porządki zaprowadzają wszędzie, gdzie trafią (polecam opowieści nieszczęsnych Ukraińców, którzy zostali zmuszeni w naszych ośrodkach dla uchodźców zamieszkać z Czeczenami – i to nie jest dowcip, że w krajach skandynawskich masywnie wzrosła liczba gwałtów: ci „uchodźcy”, jak ich puścić luzem – gwałcą – na wyspie Kos też gwałcą, nawet własne miłosierne opiekunki).
Proszę mi nie opowiadać, że przyjadą do nas Syryjczycy – i że to chrześcijanie. Bo nie pani o tym decyduje, kto gdzie pojedzie, tylko Europa.
Pani nam tutaj chce przehandlować Niderlandy + Inflanty; to są kocopoły i pani chciejstwo a nie realia.
A Europa hojnie obdziela czarnoskórymi muzułmanami. Bo, po pierwsze, ich jest przeważająca liczba – a po drugie: Syryjczyków którzy są najmniej kłopotliwi dostana lepsi od Polski. Tak samo lepsi jak byli lepsi przy podziale kasy za skutki sankcji: kraje skandynawskie, Niemcy oraz Francja.
Co jeszcze? – pani nie ma pojęcia zielonego na temat katolicyzmu – wyśmiewa pani religię albo zwalcza – a obecnie posługuje się nią pani instrumentalnie: uważa ją za łom do walenia mnie po głowie.
Nie okazuje pani szacunku katolikom, nie zadawszy sobie trudu, żeby sprawdzić, dlaczego ta paskudna ubeczka Krwawa Luna Brystygierowa (kumpelka z pracy mamy i taty byłej pani prezydentowej Komorowskiej tak nawiasem), nawróciła się na stare lata.
Mówi mi pani „kochaj bliźniego swego” – a ja przecież kocham moją rodzinę, moich rodaków i mój kraj – to jest mój podstawowy chrześcijański obowiązek, zadbać o ich potrzeby, wykonać swoje obowiązki. Poza tym regularnie płacę na misje, od lat, jak mnie stać.
Nie szermujcie katolicyzmem jako argumentem. Bo to śmieszne. Nie wiecie nawet co powiedział Jezus na temat prawa do samoobrony.
Mamy takie prawo. A kilkadziesiąt tysięcy ludzi – w większości młodych facetów, którzy stanowią forpocztę muzułmańskiej nawały w kraju, który na podstawie Układu Poczdamskiego jest właściwie jednonarodowy – wymaga samoobrony.
Przy samoobronie nikomu nie wolno przesadzić.
Najmniejszy koszt to zamknięcie granic i nie przyjęcie tych ludzi.
Jeżeli ich weźmiemy – to z Afryki runie lawina emigrantów. Tym pani pomoże, a tamtym – nie?
Przecież ten problem musi być rozwiązany lokalnie, naprawdę tego nie widać?
PS. Nie protestuję przeciwko wydaniu na to jakichś pieniędzy – pod warunkiem, ze projekt pomocy na miejscu będzie trzeźwy – i da gwarancję że 3/4 nie zostanie rozkradzione.
PS 2. Ci ludzie nie dorośli do demokracji – mają inny system – antydemokratyczny – ich kultura taka jest. Pani chyba naprawdę nic nie czytała – pani nie wie, co to społeczeństwo patriarchialno-feudalne, w dodatku zarządzane przez imamów i oparte na zasadach religijnych, które odrzucają tolerancję – i promują wojnę z niewiernymi.
Albo ich pani wynarodowi – JAK? (czy prawo europejskie pozwala polonizować obcych?) – i wtedy mogą być obywatelami demokratycznego państwa, albo oni zabiją pani kulturę – a co gorsza MOJĄ. Ja nie chcę takich problemów, dość mi kłopotów z pani niedojrzałym podejściem do naszej rzeczywistości oraz historii.
PS 3. 20 tysięcy Polaków mieszka w Kazachstanie. ONI MAJĄ PIERWSZEŃSTWO.
Pani nie obchodzi ich los, bo pani nie zna historii własnego kraju: to są potomkowie tych, których nie udało się Andersowi zabrać ze sobą do Iranu.
Dla mnie to są jedyni ludzie warci zainteresowania. REPATRIANCI.
A tak w ogóle, to najbardziej interesują mnie 3 miliony, w tym miliony wykształconej za moje pieniądze młodzieży, które wyjechały za chlebem. Ja ich chcę REPATRIOWAĆ, zamiast się szarpać z cywilizowaniem muzułmanów.
To droga zabawa i zbędna. I wcale nie zapobiegnie katastrofie demograficznej w naszym kraju – odwrotnie, akurat pogłębi problem – załamie nasz budżet, zmusi nas do walki szerokim frontem z problemami, których nie znamy – a z którymi cała Europa sobie nie radzi od wielu lat.
Polska miała problem z przyjęciem 100 (stu) uchodźców – Polaków z Donbasu. Premier Kopacz miała to w nosie, nie mieliśmy możliwości i pieniędzy. Gdyby prawica, która pani uważa za NIETOLERANCYJNĄ I NIEHUMANITARNĄ – nie narobiła rabanu pod niebiosa, to ci ludzie byliby sczeźli w Donbasie.
A teraz nagle astronomiczne wielkości nie wiadomo kogo, nie wiadomo skąd i po co? – za moje pieniądze? Pani chce być dobrą ciocią za moje pieniądze?
PS. 4 Ktoś zapytał, skąd wzięłam liczby, bo on słyszał że bierzemy tylko 2 tysiące uchodźców. Proste jak konstrukcja cepa.
W Europie JUŻ jest 800 tysięcy wniosków o azyl (a to początek).http://prawo.money.pl/…/uchodzcy-w-europie-juz-800-tys-wnio…
http://prawo.money.pl/…/uchodzcy-w-europie-juz-800-tys-wnio…
Polska kwota wynosi 5,65 procenta.
https://www.google.pl/search…
Proszę wziąć kalkulator i obliczyć, czy to są 2 tysiące.
Bo mnie wychodzi, że 5% od 800 tysięcy to 40 tysięcy JUŻ TU I TERAZ, na wejściu.
Rząd pani Kopacz, a wcześniej Tuska – nie potrafił postawić się Europie w żadnej istotnej sprawie. Myśli pani, że teraz się skończy na 2 tysiącach? Wetkali im 2 tysiące – to wetkają cała kwotę. To jest prawo znane w negocjacjach – a nasz rząd już pękł: już zgodził się wziąć ileś tysięcy (są różne dane od wyjściowo 2 do 10 tysięcy, ludzi z Erytrei – proszę sobie sprawdzić na mapie, gdzie to jest).
Podjęto za mnie zobowiązanie, na które mnie – i nas jako państwo oraz naród – NIE STAĆ.
I niech mi pani nie wciska kitu o solidarności i humanitaryzmie; NIGDZIE TYCH PRZYBYSZY NIE CHCĄ. Bo mają coś w głowie, oprócz propagandy – a przede wszystkim wiedza, że koegzystencja kultury zachodniej i muzułmańskiej NIE JEST MOŻLIWA
Na koniec – ktoś mi zarzucił w komentarzach filozofię Kalego.
A skąd, nie jestem Kali. Ja tylko wyrosłam z cierpienia za miliony, w przeciwieństwie do niego oraz pani. I nauczyłam się asertywności: to współczesna cnota. Dlaczego pani mnie wpycha w średniowiecze?
Kiedy Jan Karski prosił o bombardowanie torów do obozów koncentracyjnych – świat miał to głęboko. Kiedy płonęła Warszawa – świat miał to głęboko. Teraz ja z głębokim smutkiem popatrzę jak tonie Afryka, pociągając za sobą Europę – bo jestem mądrzejsza o miliony umarłych.
Proszę mi nie zawracać głowy humanitaryzmem.
To jest Idea, która polega na zawiezieniu wody i pampersów, a nie sprowadzaniu ludzi do siebie, na swoją zielona, zbankrutowaną wyspę i użeraniu się z muzułmanami na własnym gruncie.
Nie mam ochoty na Dzikie Pola na warszawskiej Ochocie ani na wsi pod Gdańskiem tj. na konsekwencje faktu, że pani nie potrafi przewidywać skutków własnego działania. Nie.

Iwona L. Konieczna/Facebook