Braciszek Cadfael zachowuje się bardzo niegodnie. Bo cóż to jest, by osoba stanu duchownego tak kusiła i wodziła po manowcach, tak wciągała do swego opactwa. A ja muszę się opierać bo huk roboty.
Mój Ukochany na służbowych wojażach, w Krakowie. I oba samochody nieczynne. W zeszłym tygodniu padł nasz 9-cio osobowy Transporter zwany Helmutem. Byłam naprawdę wdzięczna Panu Bogu za opiekę, bo zaczął lać się płyn hamulcowy. Stało się to podczas przeglądu, słabe miejsce akurat wtedy puściło. Widziałam w tym naprawdę Opatrzność, bo nie stało się to podczas jakiejś jazdy a jest to samochód, którym mamy jechać na Chorwację. Moja wybujała i zwyrodniała wyobraźnia od razu podsunęła mi obrazy braku hamulców na zjeździe pełnym zakrętów.
Został u mechanika. Niestety nasz specjalista jest zazwyczaj bardzo mocno obłożony robotą i naprawy u niego trwają. Tak było i tym razem. Mija tydzień i pojawiła się mglista nadzieja, że już za dwa dni być może....
Nie było to takie tragiczne, choć życie nam lekko utrudniło. Został nam 7-mio osobowy fiat zwany Ulką. Ukochany miał akurat urlop i nasze plany, by wyruszyć nad jezioro całą rodziną zostały mocno ograniczone:). Ale nie było źle. Do wczoraj.
Zdążyłam jeszcze odwieźć Marysię i Zosię na zbiórkę, na dworzec bo ruszyły na obóz harcerski. Lał deszcz a ja postanowiłam kupić sporą ilość truskawek i w te dżdże spowić dom słodkim zapachem konfitur. Prawie się udało. Nie zważając na strugi deszczu i kałuże na drodze do samochodu, wpakowałam doń 14 kg truskawek i 5 kg ogórków. No i koniec. Już nie ruszyłam.
Na to, to się zbuntowałam. Mąż wyjeżdża, pełno różnych spraw a ja bez samochodu, uwięziona...I sporo walki kosztowało mnie niewchodzenie w szemranie. Nie do końca się udało. To jest ten moment w którym trudno mi dziękować za to co się dzieje i przyjmować, że to jest najlepsze.
I to są te moje mieszane uczucia. Nie cierpię samochodów i żyć bez nich nie mogę:)))))
Robię już kolejna porcję diabelskich ogórków. Źródło przepisu jak wspominałam to Radio Maryja i pewna siostra, której imienia nie znam. Te ogórki to jeden z nielicznych przepisów, których nie przerobiłam:) Bo są doskonałe. W tym roku zrobiłam ich już 10 kg a na półce stoja 3 nędzne słoiczki. Po prostu towarzystwo je wyżera i to jak!
1,5 kg ogórków myjemy i przekrawamy na pół. Zasypujemy na 12 godzin 4 łyżkami soli.
Po 12 godzinach odlewamy do garnka sok z ogórków a do nich wkrawamy 2 główki czosnku. Ząbki czosnku mają byc pokrojone na plasterki ( czosnek jest bardzo lepiący!).
Natomiast do soku dodajemy 1,5 szklanki octu, 2 szklanki wody, szklankę cukru, 8 łyżek oleju i 2 łyżki chilli. Zalewę gotujemy i gorącą zalewamy ogórki z czosnkiem. Po 48 godzinach pakujemy je do słoików, zalewamy zalewą i odstawiamy na półkę. Nie trzeba pasteryzować:). Niestety przez te 48 godzin bardzo dużo ogórków znika, bo już po 12 godzinach od zalania są pyszne. Tak więc z 1,5 kg ogórków wychodzi średnio jeden mały słoiczek. Aha, funkcjonują jako diabelskie bo są naprawdę ostre:).
Obecnie po raz kolejny jestem na etapie, kiedy puszczają sok:))))
Chwilowo porzuciłam narzutę, bo wczoraj zostałam poproszona o złożenie swoich kilku prac na kiermasz dobroczynny. No poczułam się wyróżniona, bo prosiła osoba o dużym smaku i wyrobieniu plastycznym. Prac gotowych oczywiście nie mam, więc muszę naprodukować. Na pierwszy ogień poszły ptaki.STĄD
Tak wygladają dwa, które zdążyłam zrobić dziś popołudniu. Cadfael siedź cicho!
Jaś z Jackiem bardzo mi pomogli, bo wzięli maluchy do ogródka i grali z nimi chyba w piłkę. Ran nie było, więc nie wnikałam.
Tylko się martwię czy są dostatecznie dobre, czy się spodobają. Mam zamiar dorobić jeszcze przynajmniej trzy w różnych wersjach kolorystycznych a co dalej to może jutro pokażę:)
Najpierw były upały a potem lunęło i w ogródku wszystko rośnie i rośnie...Chwasty niestety też.
To moje dynie:) pomiędzy nimi szczypiorek. a wszystko na grządce permakultowej:)
I lilia, która się rozwinęła a nie wierzyłam bo przyjechała do mnie aż z Lublina, w nie najlepszych warunkach i bliżej jej było do uschnięcia niż kwitnięcia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robótki ręczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robótki ręczne. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 7 lipca 2015
Mieszane uczucia
Wpadłam po uszy. Karygodne zaniedbania w pisaniu czy to bloga czy artykułów są spowodowane przez pewnego zakonnika. Niestety tak całkiem nie mogę zrzucić na niego winy ponieważ jest postacią fikcyjną a nawet gdyby nie był to żył w głębokim średniowieczu:)
Muszę więc wziąć winę na siebie.
Na zaprzyjaźnionym blogu ujrzałam odnośnik do jeszcze innego bloga z książkami. Już nieraz tam bywałam, ale teraz zelektryzowało mnie już pierwsze zdanie. Momentalnie ujrzałam tę scenę w wyobraźni. Mówię o mamie Borejkowej, która pilnujac wnuków czytała przygody braciszka Cadfaela. Nie wiem jak to się dzieje ale czas kanikuły w moim przypadku to zawsze czas czytania kryminałów, albo sensacji, albo i thrillerów, których normalnie unikam. Takie zapotrzebowanie rośnie w organizmie pod wpływem promieni słonecznych.
Wracając do Cadfaela, to po przeczytaniu dawno, dawno temu u Musierowiczowej o Ellis Peters i jej bohaterze zapragnęłam oczywiście natychmiast się z nim zapoznać. Niestety w tamtych czasach znalazłam tylko jeden tom po polsku, reszta w oryginale. Jako, że za słabo władam tym językiem był wtedy dla mnie niedostępny:( Teraz został mi przypomniany a i dostępność polskich tomów jest satysfakcjonująca.
No i jak zaczęłam bywać w średniowieczu to zaginęłam. A chciałam przeczytać tylko jeden tom, żeby resztę ewentualnie wyróżnić zabraniem na urlop. Niestety wygląda na to, że urlop już się zaczał:)
Po ostatnim poście uświadomiłam sobie, że moje dzieci nie czytały jeszcze Durrella ( cóż za zaniedbanie) i rozpoczęłam poszukiwanie egzemplarzy a Zosia niecierpliwie czekała po zamówieniu, że ona pierwsza. No i nie znalazłam, znowu ktoś pożyczył i nie oddał:( Już dwukrotnie musiałam dokupić dzieło. Będzie trzeba trzeci raz. Jedyny problem jest taki, że jak znam tę książkę rozpocznie się marudzenie o wyjazd do Grecji:). Ja sama po przeczytaniu po raz pierwszy byłam gotowa natychmiast ruszyć na Korfu, najlepiej na zawsze. I nic nie pomagały wewnętrzne tłumaczenia, że i ta wyspa zdążyła się zmienić od czasów młodości autora. Tęsknota w sercu pozostała i jeśli kiedyś będzie okazja to się nie zawaham:))))
No i patrząc na wstęp ( bo to dopiero wstęp) do posta to raczej teraz nie spiszę tego wszystkiego co sobie wypunktowałam na karteczce:) Bo mi czytelnicy pomrą:)
W poprzednia środę odwiozłam moją mamę na lotnisko i pofrunęła do mojej siostry, do Angli. Na razie na rok, a może i na dłużej.
Natomiast wczoraj, wyrywając mnie z opactwa zadzwonił z Pragi mój brat. Pracuje tam już od dwóch miesięcy, co weekend wracając do Gdańska do rodziny. Jak sam powiedział tak się życ nie da, więc pewno żona i dzieci przeprowadzą się do grodu nad Wełtawą. Tu proszę zwrócić uwagę na moje obeznanie geograficzne. Niby nic a jednak ! Nie muszę co zdanie używać nazwy miasta, bo znam inne określania. No moja inteligencja błyszczy;-)
ważniejsze jednak od mojej inteligencji są dziwy, które prawił o narodzie czeskim wyrastającym wszak ze Słowiańszczyzny jak i my. Podobno są kompletnie niezorganizowani i pozbawieni inicjatywy własnej. Jak to określił mój braciszek nic dziwnego, że w swej historii ciągle komuś podlegali. To co prawda uproszczenie, ale wiadomo o co chodzi:) Ale co najważniejsze mają bezrobocie na poziomie 1-2%. Jak oni to zrobili????
Hania:
-Dlaczego jedziemy z tatą na zakupy?- pytanie w sensie czy trzeba kupić coś do czego są potrzebne np. buty o odpowiednim rozmiarze
-Żeby pomóc tatusiowi i z nim pogadać.
-Jak to? Z tatą nie da się poważnie pogadać!
-Jak nie? Tata jest bardzo poważnym człowiekiem.
-Tak??? To nie znałam go od tej strony!
No i o mieszanych uczuciach nic nie napisałam. Więc będzie dziś dalszy ciąg:))))
Muszę więc wziąć winę na siebie.
Na zaprzyjaźnionym blogu ujrzałam odnośnik do jeszcze innego bloga z książkami. Już nieraz tam bywałam, ale teraz zelektryzowało mnie już pierwsze zdanie. Momentalnie ujrzałam tę scenę w wyobraźni. Mówię o mamie Borejkowej, która pilnujac wnuków czytała przygody braciszka Cadfaela. Nie wiem jak to się dzieje ale czas kanikuły w moim przypadku to zawsze czas czytania kryminałów, albo sensacji, albo i thrillerów, których normalnie unikam. Takie zapotrzebowanie rośnie w organizmie pod wpływem promieni słonecznych.
Wracając do Cadfaela, to po przeczytaniu dawno, dawno temu u Musierowiczowej o Ellis Peters i jej bohaterze zapragnęłam oczywiście natychmiast się z nim zapoznać. Niestety w tamtych czasach znalazłam tylko jeden tom po polsku, reszta w oryginale. Jako, że za słabo władam tym językiem był wtedy dla mnie niedostępny:( Teraz został mi przypomniany a i dostępność polskich tomów jest satysfakcjonująca.
No i jak zaczęłam bywać w średniowieczu to zaginęłam. A chciałam przeczytać tylko jeden tom, żeby resztę ewentualnie wyróżnić zabraniem na urlop. Niestety wygląda na to, że urlop już się zaczał:)
Po ostatnim poście uświadomiłam sobie, że moje dzieci nie czytały jeszcze Durrella ( cóż za zaniedbanie) i rozpoczęłam poszukiwanie egzemplarzy a Zosia niecierpliwie czekała po zamówieniu, że ona pierwsza. No i nie znalazłam, znowu ktoś pożyczył i nie oddał:( Już dwukrotnie musiałam dokupić dzieło. Będzie trzeba trzeci raz. Jedyny problem jest taki, że jak znam tę książkę rozpocznie się marudzenie o wyjazd do Grecji:). Ja sama po przeczytaniu po raz pierwszy byłam gotowa natychmiast ruszyć na Korfu, najlepiej na zawsze. I nic nie pomagały wewnętrzne tłumaczenia, że i ta wyspa zdążyła się zmienić od czasów młodości autora. Tęsknota w sercu pozostała i jeśli kiedyś będzie okazja to się nie zawaham:))))
No i patrząc na wstęp ( bo to dopiero wstęp) do posta to raczej teraz nie spiszę tego wszystkiego co sobie wypunktowałam na karteczce:) Bo mi czytelnicy pomrą:)
W poprzednia środę odwiozłam moją mamę na lotnisko i pofrunęła do mojej siostry, do Angli. Na razie na rok, a może i na dłużej.
Natomiast wczoraj, wyrywając mnie z opactwa zadzwonił z Pragi mój brat. Pracuje tam już od dwóch miesięcy, co weekend wracając do Gdańska do rodziny. Jak sam powiedział tak się życ nie da, więc pewno żona i dzieci przeprowadzą się do grodu nad Wełtawą. Tu proszę zwrócić uwagę na moje obeznanie geograficzne. Niby nic a jednak ! Nie muszę co zdanie używać nazwy miasta, bo znam inne określania. No moja inteligencja błyszczy;-)
ważniejsze jednak od mojej inteligencji są dziwy, które prawił o narodzie czeskim wyrastającym wszak ze Słowiańszczyzny jak i my. Podobno są kompletnie niezorganizowani i pozbawieni inicjatywy własnej. Jak to określił mój braciszek nic dziwnego, że w swej historii ciągle komuś podlegali. To co prawda uproszczenie, ale wiadomo o co chodzi:) Ale co najważniejsze mają bezrobocie na poziomie 1-2%. Jak oni to zrobili????
Hania:
-Dlaczego jedziemy z tatą na zakupy?- pytanie w sensie czy trzeba kupić coś do czego są potrzebne np. buty o odpowiednim rozmiarze
-Żeby pomóc tatusiowi i z nim pogadać.
-Jak to? Z tatą nie da się poważnie pogadać!
-Jak nie? Tata jest bardzo poważnym człowiekiem.
-Tak??? To nie znałam go od tej strony!
No i o mieszanych uczuciach nic nie napisałam. Więc będzie dziś dalszy ciąg:))))
Subskrybuj:
Posty (Atom)



